Poranek
Nazywam się ....jak ja się nazywam ? Potrząsam głową próbując sobie przypomnieć . Nic z tego . Oślepiające światło wokoło dezorientuje mnie jeszcze bardziej .Muszę zmrużyć oczy aby zobaczyć szczegóły pomieszczenia w którym jestem ,mimo to nie rozróżniam szczegółów jakby świat wokół mnie ledwo zauważalnie drgał nie pozwalając się skoncentrować . Rozglądam się aby znaleźć punkt zaczepienia , punkt na którym mógłbym zawiesić wzrok i znajduję cztery nieruchome czarne kostki leżące na podłodze . Powoli poruszam się w ich kierunku , każdy krok sprawia , że za chwilę mogę stracić przytomność , mimo to idę , ponieważ nie mam innego celu i jeśli nie będę tam szedł to zwariuję . Po kilku krokach padam z wyczerpania ale nie martwię się tym , ponieważ twarz mam na wysokości tych kwadratów i upadek zaoszczędził mi podejmowania decyzji czy już zacząć się schylać czy jeszcze zrobić jeden krok .
Dotykam policzkiem tych kwadratów . Są ciepłe . Twarde . Po chwili zdaję sobie sprawę , że je gryzę . Muszą mieć twardość diamentu ponieważ po chwili czuję spływającą krew z warg. Dlaczego mimo to próbuję je gryźć ? Może dlatego , że nareszcie mogę się napić , nie ważne , że własnej krwi , ważne że cokolwiek.Zastygłem w bezruchu . Powoli , z niechęcią wyplułem kostki . Od kiedy nie jadłem ? Jak długo tu jestem i przede wszystkim gdzie jestem ? Próbowałem sobie przypomnieć co robiłem ostatnio , ale miałem całkowitą pustkę w głowie .
Spojrzałem na swoje dłonie . Normalne , męskie , długo nie obcinane paznokcie , bez odcisków . Czyli nie pracuję w kopalni.....uśmiechnąłem się , ale zaraz tego pożałowałem czując ostry ból w przeciętych wargach .
Skoncentruj się . Rozejrzyj się i opisz co widzisz - nakazałem sobie - na głos .
Rozwarłem bardziej powieki i mimo ostrego bólu w oczach zacząłem recytować .
Pomieszczenie , chyba okrągłe , jakby zmieniało wielkość , raz jest mniejsze raz większe , oślepiające światło bije ...ze ścian , nie ma źródła , jest wszechobecne , jak to możliwe ? Nie ma mebli , drzwi , okien , jestem tu sam .
Zamykam z ulgą oczy gdy po chwili wszechogarniające uczucie dezorientacji uderza we mnie ze zdwojoną siłą . Kładę głowę na podłodze i zastanawiam się czy nie byłoby lepiej gdybym nie żył ?
Nie po to cię tyle szkolili , żebyś teraz padł - mówię do siebie.
Po chwili dotarło do mnie co powiedziałem . Co to znaczy szkolili ? Czy jestem wyszkolony ? W czym ?
Co to jest szkolenie ? - zastanawiam się.Jest to wyrobienie odruchów , które w sytuacji zagrożenia wezmą górę nad umysłem i pozwolą wykonać zaprogramowane ruchy czy inne czynności , które zdaniem szkolących doprowadzą do wygranej.
Co mówi mi rozum ? Leżeć i nie ruszać się , nie tracić energii .
A co mówi instynkt ? Musze przeżyć .
Tylko , że wokół mnie nie ma nic co pomogło by mi w tym . Nic ............. Oprócz mnie .
Zacząłem się sobie przyglądać . Mężczyzna . ok 100 kg wagi , czyli ok 8 litrów krwi .
Ubytek 800 g do litra nie powinien spowodować większych problemów .
Tylko czy to zadziała ? Wiem , że nie mogę się ugryźć gdziekolwiek , muszę przegryźć żyłę , tylko skąd będę wiedział , że to już , albo jeśli nie uda mi się jej zamknąć wykrwawię się na śmierć .
Właściwie co innego mnie tu czeka , albo umrę z głodu albo we własnej krwi .
Samobójcy przeważnie tną sobie nadgarstki więc przyglądam się swoim .
Do diabła , nie widać żadnej żyły .
Jak mam ją odnaleźć ? Stuka się dwoma palcami . Stukam , ale nic się nie zmienia .
Spuszczam rękę wzdłuż ciała , niech dopłynie więcej krwi .
Po chwili widzę , ze coś się zmienia . Wpatruję się w nadgarstek i widzę , że powoli pojawia się jedna grubsza nitka . Dokładnie taka jaką potrzebuję .
Biorę rękę w usta i powoli zaciskam zęby ..........
Nagle wyczuwam , że powietrze wokół mnie staje się bardziej naelektryzowane .
Wpatruję się w swoją rękę i widzę , ze wszystkie włosy nagle zaczynają wstawać i po chwili cała ręka wygląda jak u jeża .
To samo dzieje się na mojej głowie . Niechętnie rozwieram szczeki i opuszczam rękę .
Wydaje mi się , ze pomieszczenie obróciło się , choć ciężko mi to stwierdzić nie mając punktu odniesienia , postanowiłem jednak otworzyć oczy mimo przyprawiającego ból blasku .
Powoli uchyliłem powieki i zobaczyłem coś , co spowodowało , że wszystkie moje problemy wydały mi się w tej chwili zupełnie nie znaczące.
Człowiek już od dzieciństwa jest przygotowywany do nieznanego , innego , strasznego , wystarczy wspomnieć Czerwonego Kapturka i złego Wilka , Frankensteina czy nawet Godzillę , lecz to na co teraz patrzyłem nie przygotowało mnie przez całe moje życie na ten widok .
Straciłem przytomność .
II.
Kasiu - wychodzimy do szkoły.Helena rozejrzała się po przedpokoju odnajdując kluczyki od samochodu.
Poczekaj mamo , wiesz co się dzieje, słyszałaś o Norwegii ? - zawołała przejęta dziewczynka
Tak , słyszałam kochanie - odparła Helena - ale musimy już wyjść , jak chcesz to włączę ci telewizję w samochodzie , dokończysz sobie po drodze .
Jedziemy dużym czy małym ? świergotała .
Kijanką - Helena uśmiechnęła się .
Hura - dziewczynka złapała tornister i wybiegła na podjazd .
Helena przez chwilę przyglądała się rozradowanej dziewczynce .
Nie zawsze tak było . Od rozstania z mężem minęło 3 lata , to była ciężka decyzja i ciężki okres .
Całe życie zajmowała się domem , utrzymywana przez męża , po jednej z większych kłótni powiedziała dość .
Zabrała córkę i wyprowadziła się do rodziców . Okazało się , że wykształcenie nie jest już tyle warte co kiedyś i tylko stare znajomości pomogły jej znaleźć średnio płatną pracę . Po jakimś czasie okazało się , że właściwie nic nie zmieniło się i wszyscy mężczyźni z którymi miała do czynienia niewiele różnili się od jej męża traktując ją jak swoją własność .
Po pół roku zdała sobie sprawę , że dłużej tego nie wytrzyma . Zwolniła się przy akompaniamencie wyzwisk i wyrzutów , że miała tak dobrze i powinna być wdzięczna .
Postanowiła założyć własną firmę co okazało się doskonałym posunięciem i już wkrótce aby dostać się do jej gabinetu trzeba było się umawiać miesiąc wcześniej . Teraz ma życiową stabilizację , świetnie zarabia i nareszcie ma czas dla swojej ukochanej córeczki .Stała się silną , pewną siebie kobietą śmiało patrzącą w przyszłość . Dlatego też zgodnie ze swoim nowym wcieleniem kupiła samochód terenowy czym zamknęła pewien rozdział w swoim życiu . Nie ma już starej Heleny.
Mamo , mogę jechać z przodu ? - Nie słoneczko , jeszcze jesteś za mała - Helena uśmiechnęła się czule - ale mamo ja już jestem duża - upierało się dziecko .
Tak , złotko , jesteś bardzo duża - odparła - ale dopóki nie skończysz 12 lat nie możesz jeździć z przodu , takie są przepisy i pan policjant strasznie by na mamę nakrzyczał a przecież nie chcemy tego , prawda ?
A czemu , mówiłaś , że to bezpieczny samochód .
Bo jest bezpieczny , nawet bardzo a Ty - kochanie w nim na tylnym siedzeniu jesteś najbezpieczniejsza na świecie - odparła zapinając pasy i całując dziecko w policzek
Nie wiedziała jak bardzo się myliła .........
III
Porucznik Kindler otworzył drzwi swojego gabinetu i ....zamarł .
W środku przy jego biurku kręcili się chyba wszyscy z jego piętra , w tym sam Szef.
A- jesteś już Kindler - powiedział wyciągając rękę na przywitanie . Chodź tu do nas , mamy coś nowego dla ciebie.
Stało się coś ?- zapytał ostrożnie , odkładając papiery na półkę .
Zbliżył się do stołu i ujrzał zdjęcie rodziny na wakacjach , dobrze zbudowany mężczyzna w średnim wieku obejmował kobietę o ciekawych błękitnych oczach a między nimi wystawiało głowę dziecko , dziewczynka ok 4 lat
Mamy zaginięcie - odparł - trzy dni temu ta kobieta wyjechała z domu z dzieckiem do szkoły i ślad po niej zaginął .
Jak to 3 dni temu ? Dlaczego tak późno nas zawiadomiono ? - był zdziwiony .
Mieszkańcy drogi dojazdowej do osiedla zauważyli stojące puste auto i gdy przez dwa dni nikt przy nim się nie pojawiał to wezwali patrol , który zobaczył zamknięte auto ale z kluczykami w środku .
Kluczyki były w środku ? - Może komuś się zatrzasnęły i poszedł po pomoc ?
Też tak myśleliśmy , ale po sprawdzeniu numerów okazało się , że Pani.....chwileczkę ....Helena Biernacka od dwóch dni nie pokazała się w biurze mimo umówionych wizyt a dziecko w szkole . Dyrektorka twierdzi , że mama odwoziła i przywoziła dziecko codziennie i nie zdarzyło się aby choć raz nie przyjechała nie zawiadamiając wcześniej szkoły . Szukaliśmy męża , ale nie mieszka pod tym adresem , podobno są w separacji , natomiast rodzice są mocno zaniepokojeni .
Czyli mamy - porucznik wziął do ręki zdjęcie - zamknięty samochód , kluczyli w środku i brak pasażerów - coś mi to przypomina .
Dlatego przyszedłem z tą sprawa do ciebie - odparł szef- otrzymujesz do pomocy tych ludzi tutaj - wskazał ręką - są z innych wydziałów ale są najlepsi . Zawieszamy na jakiś czas inne sprawy , ta jest priorytetowa - odparł wychodząc .
Porucznik Kindler przez chwilę obracał zdjęcie w rękach a następnie podszedł do ściany obwieszonej wieloma kolorowymi i czarno-białymi zdjęciami ludzi w różnych sytuacjach ale w większości uśmiechniętych , pełnych radości życia i przypiął je na samym środku pinezkami . Stał tak w bezruchu jeszcze przez jakiś czas a następnie wziął do ręki gąbkę i starł widniejącą u góry liczbę 87 a w jej miejsce wpisał 89 .

IV
Latryn siedział niedbale rozparty na krześle trzymając ręce na stole na którym stała szklana kula i ozdobny niewielki kufer .W ręku miętosił sznur kolorowych pereł , gadżet , który służył tylko wyłącznie temu aby klienci mieli na czym zawiesić wzrok.
Wokół rozbrzmiewał harmider przechodzących ludzi mimo to do jego namiotu nikt nie wchodził .
Nikt nie chce zajrzeć do Gabinetu Wróżbity - mruknął pod nosem - no bo jak mają zaglądać jak nad namiotem wisi dumnie napis " Zajrzyj do Latryny - przepowie ci przyszłość " .
Nie dbał o to . Urodził się w cyrku i tu umrze . Nie miał nikogo a najstarszy Klown mówił , że pamięta jak znaleźli go pod wozem z latryną i tylko dlatego tak się stało, że przejechało go jedno z kół i woźnica usłyszał nieziemski wrzask niemowlęcia . Od tej pory kuleje na jedną nogę ale za to los widocznie chcąc zachować równowagę dał mu dar i pewnie tylko dlatego Cyganie nie pozbyli się jeszcze jednej gęby do wykarmienia.
Usłyszał lekki szelest , zmrużył lekko oczy , wiedząc , że nada to mu bardziej tajemniczy wygląd zaczął szeptać - piratu .. berolius.. gadilo...dzieciarnia daje się nabrać , szczególnie nastolatki , widać , że z jednej strony już chciały by uciec ale z drugiej zżera je ciekawość co powie. Tym razem było inaczej . Gdy już otworzył oczy zobaczył , że wpatruje się w niego mężczyzna ubrany w drogi garnitur ze złotym Rolexem na ręku i dziewczyna wyglądająca jak hipiska z lat 60 . Dziwna para - pomyślał - pasują tutaj jak kot na wybiegu dla dobermanów .
Powróżyć Państwu - zapytał grobowym głosem .
Może innym razem - odparł mężczyzna kładąc wizytówkę na stół .
Nie pracuję już dla Policji - Latryn wziął wizytówkę do ręki na której zobaczył tylko adres - Wspólna 70 m 34 .
Co to ma znaczyć ? - spytał patrząc uważnie na te dziwną parę .
Nazywam się Oliwier - odparł mężczyzna - a to jest panna Twist .
Ha Ha - a ja jestem Quasimodo -uśmiał się ale po chwili spoważniał zdając sobie sprawę , ze tak naprawdę nie wiele minął się z prawdą .
Hm - chrząknął - wiec o co chodzi ?
Przysłała nas tu Karen .
Karen? - Latryn zerwał się na nogi - Karen ? to niemożliwe , co z nią ? Dlaczego nie odzywała się tyle lat , myślałem , że nie żyje .
Spokojnie Latryn - mężczyzna delikatnie chwycił go za ramię - Karen jest cała i zdrowa i ma nadzieję , że zrobisz to co ona .
Czyli co , mam zniknąć na kilka lat nie dając o sobie znaku życia , w świecie gdzie zabić kogoś to jak splunąć - udając , że drapie się starł kroplę łzy z policzka .
Nie , przyjacielu , wystarczy , że przyjdziesz tam - wskazał na wizytówkę - jutro w południe a wszystko się wyjaśni - Karen powiedziała nam , że masz dar ....
No mam , przecież przepowiadam przyszłość - skrzywił się .
Nie mówię o tym , mówię o tym " prawdziwym " .
Prawdziwym ? .... nie mogę , nie wychodzę z Cyrku , nigdy -krzyknął miotając się w ciasnym pomieszczeniu - nie wiem jak jest na zewnątrz ja...ja nie wiem nawet co to jest - powiedział wskazując wizytówkę .
Zrobimy tak , przemyślisz sobie to wszystko Latryn , jeśli się zgodzisz , jutro około południa przyjedzie po ciebie Twist , zabierze cię do mojej siedziby i już nigdy tutaj nie wrócisz . Twój świat który znasz przestanie istnieć , znajdziesz się nowym, lepszym , przyjaznym otoczeniu , no i razem z Karen - odwrócił się i trzymając Twist za łokieć wyszli z namiotu .
Jak myślisz , zgodzi się? - zapytał Oliwier gdy już byli na zewnątrz . Z pewnością - odparła Twist i zmrużywszy na chwilę oczy powiedziała - teraz wiem , że na pewno .
Latryn padł wyczerpany na krzesło . Szybkim ruchem zgasił neon na zewnątrz . Nie chciał aby teraz mu ktoś przeszkadzał , teraz gdy tyle się wydarzyło , jak nigdy jeszcze w jego życiu .
Ma opuścić Cyrk ? Nigdy w życiu . Tu jest jego dom i poza jednym przypadkiem nigdy nie był na zewnątrz .
Otworzył kuferek i wyciągnął z niego wielkie cygaro .
To też jest rekwizyt , jak wszystko w moim życiu - uśmiechnął się ponuro - ale nie tym razem .
Rozejrzał się za zapałkami .
Są , były w kuferku . Pewnie też rekwizyt tylko nie pamiętał już do czego miał służyć .
Wyciągnął jedną zapałkę i trzymając nad draską zamyślił się .
Znał tylko jedną osobę z zewnątrz, która była mu przychylna . Był to porucznik policji Kindler .
Spędzali kiedyś wiele czasu ze sobą . Porucznik pokazywał mu zdjęcia a Latryn mówił gdzie ta osoba jest w tej chwili .
We wszystkich przypadkach odnajdywano albo osobę , w przytułku , na ulicy , w schronisku lub ciało , w rzece , w piachu , w piwnicy .
Po jakimś czasie zainteresowała się nim telewizja . Niechętnie udzielał wywiadów ale Kindler zawsze był przy nim i jeśli jakiś reporter był za bardzo napastliwy to usadzał go w delikatny ale stanowczy sposób.
Wszystko było do czasu gdy nie zrobili o nim wielkiego telewizyjnego show . Miał na żywo odnaleźć zaginioną osobę . Pokazali mu zdjęcia rocznej dziewczynki , powiedziano że zaginęła dwa dni temu i żeby wskazał jej miejsce pobytu .
Wszystko odbyło się jak zawsze , spojrzał i wiedział - Las Kabacki .
Trzy wozy transmisyjne , Straż Pożarna ,radiowozy i karetki wszystko to udało się na miejsce .
Błysnęły reflektory , uruchomiono kamery i zaczęto kopać .Show na żywo . Po 22:00 , tylko dla widzów o mocnych nerwach .
Powiedziano mu ,że oglądalność wtedy wynosiła , mimo później pory ponad 5 milionów osób .
Gdy rozkopano dół i wszystkie kamery nachyliły się nad workiem foliowym wszyscy wstrzymali oddech .
Powoli , z majestatem rozcięto worek i wszystkim widzom ukazała się ...lalka , gumowa lalka która przy każdym ruchu mówiła -mama -mama.
To był jego koniec . Gdy odjeżdżał z porucznikiem Kindlerem jeszcze długo słyszał za sobą śmiech ekipy i prawdopodobnie 5 milionów widzów . Później dowiedział się , że to była prowokacja dziennikarska i to dziecko naprawdę tam zostało odnalezione , tylko kilka dni wcześniej a lalka to był pomysł jednego z akcjonariuszy aby zwiększyć oglądalność programu .
Od tej pory już unikał spotkań z ludźmi innym niż ci dla których jest wróżbitą w swoim namiocie .
Wsadził cygaro do ust i zapalił zapałkę .
Co jest do cholery!!!!! - nagły powiew wiatru zgasił ledwo tlącą się zapałkę -Lartyn , ty łachudro , dlaczego neon jest zgaszony i nie zarabiasz dla mnie pieniędzy !
Do namiotu wtoczył się Iwan , szef cyrku z grymasem wściekłości na swojej nalanej twarzy.
To ja ci żryć daję a ty mi takie numery odwalasz - wrzasnął - chcesz o suchym pysku siedzieć jutro za karę cały dzień , w tej chwili włącz mi ten neon i jak nie zarobisz do wieczora ze stówy to jak mi Bóg miły obiję ci drugiego kulasa - pogroził palcem i wybiegł na zewnątrz .
Latryn spojrzał na włącznik neonu i na zapałki .
Powolnym ruchem ręki sięgnął po nie , wsadził cygaro do ust i zapalił zapałkę .
Zupełnie nie wiedział czy wsadził to cygaro do ust właściwą stroną ale wiedział jedno , jutro w południe już go tu nie będzie .
V
Suchy szelest spowodował , ze znów się ocknął . Pierwsze co zobaczył to własna ręka i wszystkie włoski sterczące do góry jakby zaraz miały wystartować .
Uchylił powieki . To samo pomieszczenie , ta sama jasność , ale jednak coś się zmieniło . Wyczuł czyjąś obecność lecz nie odważył się otworzyć oczu czując oślepiającą jasność przez powieki .
Jest tutaj ktoś ? - zawołał .Odpowiedział mu cichy świst , jakby zawodzenie .
Tym razem przestraszył się nie na żarty .
Nie zważając na ból otworzył oczy .
Przed sobą ujrzał trzy , wpatrujące się w niego postacie
Były białe jak wszystko w tym pomieszczeniu , dwie płci żeńskiej i jedna męskiej i wyglądały jak z najgorszego koszmaru .
Ich ciała falowały lekko , jakby na wietrze mimo, że nie czuł żadnego powiewu .
Czy ja umarłem ? - zapytał .
W odpowiedzi jedna ze zjaw podpłynęła bezszelestnie do niego .
W rozpaczliwym odruchu samoobrony szarpnął się gwałtownie do tyłu tracąc przy tym ostatnie resztki energii jakie zostały w jego ciele.
Zjawa widząc to zwolniła następnie bardzo wolnym ruchem podniosła jeden kwadrat z ziemi i wyciągnęła w jego kierunku .
Z wahaniem wziął go do ręki starając się aby przypadkiem jego dłoń nie stykneła się z dłonią Zjawy.
To był ten sam kwadrat który próbował ugryźć , jeszcze w niektórych miejscach brązowiły się ślady krwi .
Rozstawił palce i wypuścił go z ręki .
Zjawa pochyliła się i znowu wzięła kwadrat do ręki podając mu go .
Co mam z nim zrobić - spytał wiedząc , że nie otrzyma odpowiedzi .
Zjawa wzięła do ręki drugi kwadrat . Pokazała mu go na wyciągniętej ręce a następnie zbliżyła go sobie do ramienia .
Kwadrat powoli zaczął przenikać skórę Zjawy , najpierw kawałek , później zagłębiał się coraz dalej aż w końcu zniknął całkowicie wchłonięty.
Mężczyzna wpatrywał się w to oszołomiony aż po chwili pojął straszliwą prawdę , która spowodowała , że serce zaczęło bić jak oszalałe .
Zrozumiał , że nie ma dla niego ratunku , w świecie gdzie jak domniemywał , istoty jedzą poprzez wchłanianie przez skórę on człowiek umrze straszną śmiercią głodową otoczony kwadratami z jedzeniem .
Jego umysł podjął za niego decyzję i wyłączył się , jak żarówka po zgaszeniu światła .

VI
Kindler zaparkował obok wielkiego namiotu tuż pod tabliczką z napisem " Nie parkować " .
Rozejrzał poszukiwaniu namiotu Latryna i po chwili odnalazł go na końcu alejki .
Ruszył , gdy drogę zastąpił mu olbrzymi mężczyzna w koszulce z krótkimi rękawami , pod którą mieniły się kolorami setki tatuaży - tu ni parkimg - powiedział . Kindler wyjął legitymacje - mam sprawdzić wizę w paszporcie ? . Olbrzym ukłonił się i zniknął między namiotami .
Coś w tym musi być , że zawsze działa - mruknął do siebie - muszę to kiedyś sprawdzić .
Po chwili stanął przed namiotem Latryna . Nie było jak zapukać , więc zrobił to co zawsze , po prostu wszedł .
Jeszcze nie czy ...Latryn odwrócił się słysząc szelest tkaniny - a to ty przyjacielu - rozpromienił się . Cieszę się , ze cię widzę , padli sobie w objęcia - mam ci tyle do powiedzenia .
Pakujesz się - spytał Kindler widząc walizkę na stole - nigdy tego u ciebie nie widziałem.
Tak -Latryn uśmiechnął się - właśnie o tym chciałem ci powiedzieć , ale może najpierw ty powiedz co cię tu sprowadza.
Kindler usiadł przy stole i wyciągnął fotografię z portfela .
Chciałbym żebyś odnalazł tą osobę - odparł podając zdjęcie .
Latryn wziął zdjęcie do ręki i przyglądał się chwilę . Ze zdjęcia patrzyła na niego trzydziestoparoletnia kobieta o intensywnie błękitnych oczach oparta o ubłocone Kia Sorento z tajemniczym uśmiechem Mona Lisy na twarzy .
Jak ma na imię ? - spytał z ciekawości , choć w większości wypadków wolał nie wiedzieć .
Helena - odparł Kindler.
Jest koło Szczytna - powiedział - właściwie w okolicach , jakieś trzy godziny jazdy stąd .
Pojedziesz ze mną ?- spytał Kindler .
Nie mogę , naprawdę - Latryn miał nieszczęśliwą minę , muszę tu być o 12 .
O 12 mówisz? - Kindler wyjął telefon i wykręcił numer z pamięci.
Bruno - rzucił do słuchawki - potrzebuję helikopter za piętnaście minut koło Marywilskiej , powiedz , że priorytet , aha - rzucił jeszcze patrząc na Latryna - i niech pilot nie ląduje obok cyrku , tylko z kilometr dalej , może być na terenie giełdy .
To chodź , przyjacielu , opowiesz mi wszystko po drodze a ja już dopilnuję abyś był tu w południe .
Ruszyli do samochodu . Już z daleka było widać , że jest lekko przechylony na jedna stronę .
Kindler obszedł go dookoła i zobaczył , że w tylnym kole nie ma powietrza .
Palant jeden - mruknął .
Wsiadaj - powiedział otwierając przednie drzwi Latrynowi . Przekręcił kluczyk w stacyjce , na wyświetlaczu obok symbolu kół pojawiły się cyfry , 2.5 2.5 2.5 0.3 . Wcisnął przycisk "align " i po chwili usłyszał jak włączyła się sprężarka . Gdy doszło do 1.7 ruszył z piskiem opon .
Helikopter już czekał .
Jeden z pilotów wyskoczył i podał im dwa hełmy a następnie wskazał im miejsce na wąskiej ławeczce .
Zapnijcie pasy - rzucił i usiadł za sterami .
Po chwili byli już w powietrzu .
Lot trwał dwadzieścia minut . Latryn wskazał palcem polanę na której mieli wylądować .
Tutaj jest - powiedział .
Żywa ? - spytał Kindler
Tego nigdy nie wiadomo - odparł Latryn - o tym zawsze dowiadujemy się na miejscu .
Śmigłowiec zawisł w powietrzu gdy nagle dźwięk silników wszedł w wysokie tony i wkrótce zamilkł .
Co jest , panowie ? - rzucił Kindler w stronę kabiny .
Pilot odwróci się i powiedział - symulujemy awarię silników , będziemy opadać na autorotacji .
Jezu - że też zawsze mi się to trafia - jęknął Kindler .
Bo tylko pan nie zgłasza tego o dowództwa - drugi pilot wyszczerzył zęby - ale za to wie pan , że zawsze sobie damy radę w każdej sytuacji .
Po chwili maszyna uderzyła z głośnym hukiem w ziemię .
Piloci wyskoczyli od razu na ziemię i zaczęli przyglądać się zawieszeniu
Nic się nie stało - krzyknął jeden sięgając po skrzynkę z narzędziami - za pół godziny będzie jak nowy .
Kindler i Latryn odpięli pasy i wyszli na zewnątrz .
Stali na polanie .Szum liści i śpiew ptaków rozlegał się wokoło .
Latryn wziął zdjęcie do ręki i wskazał palcem - to tam.
Przeszli na skraj polany i zatrzymali się .
To tutaj jest - Latryn wskazał ręką .
Ale tu nic niema- powiedział Kindler rozglądając się wokoło , jesteś pewny?
Nie wiem , pierwszy raz mi się to zdarzyło - Latryn rozglądał się zdezorientowany , jestem pewny , że tu jest ale z drugiej strony widzę , że jej tu nie ma , nic z tego nie rozumiem .
Stali chwilę w ciszy .
Może.......- zaczął Kindler .
Nie - krzyknął Latryn - jestem pewny co mówię jest tutaj , choć ....chwileczkę , nic z tego nie rozumiem - złapał się za głowę .
Co się stało ?
Już jej tu nie ma .....jest tam - wskazał ręką miejsce oddalone o parę kroków - nie , chwilę , już jest trochę dalej - opadł na kolana chwytając się za głowę - co się ze mną dzieje - wykrzyknął zrozpaczony .
VII
Po drugiej stronie .
Obudź się . Ktoś chwycił go za ramię i potrząsał nim jak szmacianą lalką . Obudź się w tej chwili.
Uchylił powieki i ujrzał najpiękniejsze błękitne oczy jakie w życiu widział .
Umarłem - szepnął - a ty jesteś aniołem .
Nie wiele ci brakuje , ale aż takim aniołem to ja nie jestem - kobieta uśmiechnęła się - a teraz jedz , wcisnęła mu do ręki coś o konsystencji budyniu .
Co to jest - zapytał z pełnymi ustami . Proteiny - odparła - dając mu jeszcze dokładkę .
Mogę tyle jeść ? Nie jadłem nic z tydzień , nie zaszkodzi mi taka ilość ?
Nie zaszkodzi . Podeszła do ściany i po chwili wróciła z pełną garścią białego budyniu .
Skąd ? - zaczął .
Zaraz ci powiem , na razie najważniejsze abyś nabrał sił , w tej chwili jesteś za słaby abym mogła cię zabrać ze sobą , ale to się zmieni .
A co jeśli oni znowu przyjdą - przypomniał sobie Zjawy - nie był już pewien czy to był sen czy jawa .
Wyjaśnię ci parę rzeczy abyś zrozumiał czego możesz się spodziewać - usiadła obok niego .
Skąd wiesz że nie przyjdą teraz - rozejrzał się wokoło ze strachem .
Stąd - pokazała na rękę - wszystkie włoski leżały spokojnie - kiedy zaczną się zbliżać od razu poznasz .
Co wiesz o duchach? - zaczęła .
No , są białe , przezroczyste , są ...takie jak te tutaj ?
Dokładnie takie . Nie wiemy gdzie jesteśmy ale bez wątpienia to są duchy .
Nie wychodziłeś jeszcze na zewnątrz ale za ścianami tego budynku jest miasto . Normalnie żyjące miasto z przechodniami , samochodami , kolejkami w sklepach , wszystko jest to co u nas tylko nie ma tam ludzi .
A kto jest ? - zapytał w duchu znając już odpowiedź .
Zjawy . Wstała i podeszła do ściany . Wyciągnęła rękę , która zagłębiła się w niej do łokcia .Po chwili wyciągnęła ją a w dłoni połyskiwała biała maź .
To jest to z czego zbudowany jest ten świat - pokazała mu - na szczęście jest jadalny dla nas i posiada niesamowitą ilość środków odżywczych .
To to jadłem ?- zapytał - ścianę ? .
Można nie tylko ścianę - uśmiechnęła się - ale tak jest bezpieczniej , wtedy myślą , że po prostu coś się zepsuło i nie panikują .
Jak to panikują ? boją się czegoś ?
Tak , nas , widocznie tutaj jesteśmy dla nich tym czym oni dla nas w naszym świecie .
W jakiś sposób nauczyli się porywać ludzi - ciągnęła dalej - i sprowadzają nas do tego budynku , jest to pewnie coś takiego jak u nas laboratorium badawcze a ci co się tu kręcą to zapewne ich naukowcy .
Nie umieją sobie jeszcze z nami radzić , może nawet nie wiedzą , że możemy przechodzić przez ich ściany ...
A możemy ?- spytał rozglądając się ciekawie .
O , nie tylko przez ściany , ale o tym dowiesz się wkrótce ponieważ wiążemy z tobą duże nadzieje .
Jak to wiążemy , jest nas więcej tutaj ?
Nawet sporo , żyjemy w pewnej dolinie za miastem , staramy się nie rzucać z w oczy mieszkańcom ale co chwila ktoś zagląda tutaj aby sprawdzić czy nie ściągnęli następnej osoby ...i tak trafiłam na ciebie .
A o co chodzi z tymi nadziejami ?
Otóż Zjawy , tak ich tu nazywamy , zrobiły ostatnio ogromny krok naprzód , badając osobę przed tobą , młodego chłopaka o imieniu Alex , przynieśli ze sobą skrzynkę z której wydobywał się ich głos , coś w rodzaju tłumacza . Chłopak tak się wystraszył , że zerwał się i nie patrząc na nic przeleciał przez ścianę pokoju , później budynku , wypadł na ulicę , spowodował kilka kolizji i nie wiadomo jak to by się skończyło gdyby nie trafił na wracającego z patrolu jednego z naszych ludzi , który złapał go za rękę i siłą wyprowadził w cieniu budynków z miasta do naszej doliny .
A ja wam jestem potrzebny do ....? zawiesił głos w oczekiwaniu .
Tak - odparła potrząsając głowa - jesteś nam potrzebny aby nawiązać kontakt , właśnie przez tę skrzynkę . Jesteś nasza jedyną nadzieją na opuszczenie tego miejsca , wierzymy , że skoro umieją nas sprowadzać to i dadzą radę odesłać nas z powrotem , ale do tego trzeba się porozumieć .
Czyli chcesz , żebym tak po prostu rozmawiał z duchami ?
Dla nich to my jesteśmy duchami , skarbie .............
VIII.
Przeszłość.
Kindler zaparkował przed dużą przestronną willą .
Przed drzwiami czekał już zarządca osiedla z kluczami.
Ma Pan nakaz? - spytał .
Kindler wyjął kartkę , przez chwilę trzymał ją przed oczami zarządcy - po chwili wyciągnął rękę po klucze .
Nie może Pan tam wejść , to może być miejsce przestępstwa .
Co Pan powie - zarządca podrapał się po głowie - Pani Helenka to taka dobra osoba , zawsze wszystkim pomagała , i jej córeczka , Mała Księżniczka , aż wierzyć się nie chce że coś ich złego spotkało .
Okaże się jeszcze - Odparł Kindler i przekręcił klucz w zamku .
Uchylił lekko drzwi .
Odetchnął nie wyczuwszy zapachu zgnilizny .
Jeden punkt dla Ciebie , maleńka.
Bał się , że ujrzy miejsce zbrodni i rozkładające się zwłoki , jak w większości przypadków zaginięć dlatego przyjechał sam , aby zdać się na swój instynkt "pierwszego wrażenia" .
Drzwi prowadziły do dużego salonu .
Rozejrzał się chwilę i wszedł do kuchni .
Na blacie leżało zeschnięte jabłko i przewrócony karton mleka , którego zawartość ciągnęła się przez całą podłogę i gnęła pod jedną z szafek.
Powąchał wieczko i wyczuł znajomy zapach zepsutego mleka .
Jak w domu - mruknął pod nosem .
Nic tu po mnie ,westchnął - z obowiązku zajrzał jeszcze do pozostałych pokój i pomieszczeń .
Jego uwagę przykuł lekki ruch .
Pochylił się lekko i skierował w stronę uchylonych drzwi .
Po chwili zdał sobie sprawę , że znajduje się w sypialni .
Na środku łóżka leżał wielki , wychudzony rudy kot .
Albo nie miał siły albo woli walki bo tylko poruszył głową i lekko miauknął .
Kindler zbliżył się do niego . Powoli położył rękę na jego głowie a kiedy kot nie zareagował zsunął ją w kierunku szyi .
Pod palcami wyczuł obrożę i medalion .
Przez chwilę pieścił kota a następnie obrócił medalion w swoją stronę aby przeczytać imię kota .
A więc , Wojtek , zyskałeś nowego przyjaciela .
Kot spojrzał na niego a uwagą jakby akceptował taki stan rzeczy .
Już miał wstawać gdy wyczuł , że obok medaliony na szyi kota jest jeszcze coś .
Pomacał palcami .Kluczyk .
Delikatnie aby nie wystraszyć kota zdjąl mu obrożę .
Klucz był mały , ze złotego metalu jakby sugerował , że zamek też musi być złoty .
Kindler rozejrzał się uważnie .
Jedyna rzecz ze złotymi elementami w sypialni to toaletka ,mająca jedną szufladę .
Pociągnął za ucho . Nic .
Włożył kluczyk w zamek i lekko przekręcił .
Rozległ się trzask i szuflada lekko się wysunęła .
Kindler zajrzał do środka .
W środku leżała paczka listów i kilka wycinków prasowych .
Wziął pierwszy z góry i zaczął czytać :
Proszę Cię , przeczytaj do końca , nie przerywaj i nic nie mów . Kocham Cię nad życie . Zakochałem się w Tobie od pierwszej chwili w której Cię ujrzałem i będę Kochał Cię do końca moich dni . Jesteś bonusem od życia , które w jakiś sposób dając tę miłość zadrwiło sobie z Nas ,ponieważ nigdy nie będziesz moja do końca ani ja Twój .Widzę jak miotasz się w tej miłości i każdy następny dzień spędzony razem powoduje , że będzie nam coraz trudniej aż zrobimy coś czego będziemy żałować do końca życia .Boże , tak Cię kocham .I tylko dlatego za chwilę zrobię coś czego nigdy sobie nie wybaczę , muszę to jednak zrobić dla Ciebie , bo widzę , że mój wpływ na Ciebie prowadzi do zamętu w Twoim życiu .Za chwilę wyjdę stąd i już nigdy nie wrócę inaczej niż służbowo . W każdym moim słowie i liście do Ciebie będzie wielka bezgraniczna miłość , mimo , że nie będę tego okazywał . Niekiedy w towarzystwie spojrzę inaczej na Ciebie abyś wiedziała , że nic się nie zmieniło i mimo , że nie będziemy już razem myślę o Tobie, marzę , pragnę . Napisałem to, bo te słowa nigdy nie przeszły by mi przez gardło , płaczę pisząc mimo, że obok mnie są ludzie ale nie dbam o to .Wszystko co przeżyłem u Twego boku było tak niewiarygodnie piękne , nigdy tego nie zapomnę , wszystko co Ci mówiłem było prawdą . Żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej , mógłbym przeżyć z Tobą życie .
Tak bardzo chciałbym teraz to skasować , serce bije mi niewiarygodnie szybko ale wiem ,albo tylko tak myślę, że tak dla Ciebie będzie lepiej.
Nigdy nie nastąpi to , czego tak się obawiałaś , kochanie , o czym rozmawialiśmy w samochodzie .
Zależy mi tylko na Twoim szczęściu .
Wybacz
Mam nadziej ę , że jadąc do Ciebie będę miał wypadek i nigdy tego nie przeczytasz.
Tak mi przykro.
Do listu była przypięta strona z gazety .
Na zdjęciu płonął samochód wbity w wystawę sklepową a u góry widniał napis grubą czcionką " Komendant Policji nie żyje ..."
Kindler pamiętał to .
Kilka lat temu była to głośna sprawa , właściwie dzięki niej awansował bo pilnie trzeba było wyjaśnić okoliczności zdarzenia .
Jako jedyny sprawdził zawartość alkoholu we krwi Komendanta i dostał wybór albo awans albo zwolnienie .
Co Helena może mieć wspólnego ze śmiercią Komendanta ? Może życiem - poprawił się w myślach .
Wziął drugi list .
Inny charakter pisma , też wycinek z gazety złożony na cztery :
Witaj , Kochana
Widziałem Twoją twarz .
To nie była Twarz jaką zawsze chciałem zapamiętać . To była twarz zaszczutej pięknej kobiety , którą szalenie kocham .
Kindler przestał czytać .
Złożył wszystkie listy i wycinki razem i wsunął do kieszeni . Dowód rzeczowy - mruknął pod nosem i wziął kota pod pachę .
Widzisz Wojtek - powiedział wychodząc z domu - twoja pani miała ciekawe życie.
IX
Ucieczka

cdn








