Toskania 2019
Moderator: Moderator
-
rudi_pl
- dobry jak...

- Posty: 815
- Wiek: 45
- Rejestracja: środa, 14 września 2016, 13:40
- Skąd jesteś: Hrubieszów
- Silnik: 2.5 CRDi (140KM)
- Skrzynia: M/T
- Napęd: 4 WD
- Rok: 2004
- Kolor: Hmmm
- Inny Samochód: Star 266
- Has thanked: 31 times
- Been thanked: 26 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Zajechałeś na GP Austrii? Niepotrzebnie - już Ci mówię - Kubica ostatni!
"Zdania są jak dupa - podzielone"
Harry Callahan - Brudny Harry
Harry Callahan - Brudny Harry
-
Sajmon27
- coś umiem

- Posty: 750
- Rejestracja: sobota, 9 marca 2019, 13:54
- Silnik: 3.3 V6 (248)LPG
- Skrzynia: Automatyczna
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2008
- Kolor: Złoty/beżowy
- Przebieg (km.): 200000
- Has thanked: 71 times
- Been thanked: 17 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Rudi, dzięki za info. W drodze powrotnej przed granicą z Austrią chwilę oglądałem w restauracji na obiedzie i widziałem, że nie jest dobrze. Udało się szczęśliwie wrócić do domu. Dokładna relacja z wyprawy wkrótce.
Sorento to nie samochód, to sposób na nudę 

- Whiteehead
- MODERATOR

- Posty: 305
- Wiek: 34
- Rejestracja: niedziela, 29 lipca 2018, 09:41
- Skąd jesteś: Bydgoszcz
- Wersja Kia Sorento: Kia Sorento III
- Silnik: 2.0 CRDI (185KM) Sorento3
- Skrzynia: A/T
- Napęd: AWD
- Rok: 2018
- Kolor: Biała perla
- Przebieg (km.): 44000
- Inny Samochód: Ceed
- Has thanked: 4 times
- Been thanked: 18 times
- Marek
- ASSISTANCE

- Posty: 11930
- Rejestracja: sobota, 19 października 2013, 11:04
- Skąd jesteś: Warszawa-Rakowiec
- Wersja Kia Sorento: Kia Sorento I
- Silnik: 2.5 CRDi (140KM)
- Skrzynia: A/T-TIPTRONIC
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2005
- Kolor: czarny
- Przebieg (km.): 268000
- Has thanked: 257 times
- Been thanked: 369 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Przecież piałeś że wszystkiemu są winne muchy
. Jest taka żeglarska szanta , ale nie dla dzieci ; Per ...... muchy i komary jeb ...... To znaczy że potrafią być dokuczliwe 
. Jest taka żeglarska szanta , ale nie dla dzieci ; Per ...... muchy i komary jeb ...... To znaczy że potrafią być dokuczliwe 
-
Sajmon27
- coś umiem

- Posty: 750
- Rejestracja: sobota, 9 marca 2019, 13:54
- Silnik: 3.3 V6 (248)LPG
- Skrzynia: Automatyczna
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2008
- Kolor: Złoty/beżowy
- Przebieg (km.): 200000
- Has thanked: 71 times
- Been thanked: 17 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Podsumowanie wyjazdu. Cz. 1.
Pierwszego dnia wyjazd o 22.00 w kierunku Wenecji. Jazda mimo braku klimy znośna, bo w nocy temperatura przyzwoita a nawet deszczyk pokropił. Drogi w miarę luźne więc i podróż przyjemna gdyby nie fotoradar za Czestochową. Pisząc ten tekst jestem w fazie oczekiwania na mam nadzieję, ostatnie zdjęcie z wakacji. Później dotankowanie przed granicą z Czechami i rura przez terytorium "pepiczków". Po drodze jakiś skromny postój na rozprostowanie kości by chwilę dłużej odpocząć i zatankować w Mikulovie przed Austrią, gdzie nie ma za dużych możliwości zatankowania gazu a i cena jego na podobno jedynej stacji przed Grazem powoduje rozwiązanie samoistnie sandałów. W Austrii oczywiście kilka postojów na potwierdzenie sprawności auta do dalszej podróży po tym jak stwierdziłem, że płyn wspomagania kierownicy szaleje w zbiorniczku i pasek na napinaczu nie może usiedzieć w jednej płaszczyźnie. Oczywiście podejrzenie padło na usterkę pompy wspomagania i dalsza podróż do Wenecji bardziej przypominała pielgrzymkę niż wyjazd na wakacje. Głównie modliłem się o to, żeby chociaż dotrzeć do miejsca docelowego czyli okolic San Vincenzo w Toskanii. Jak ma coś paść to w drodze powrotnej. Gdy dotarliśmy już do Wenecji około godziny 13.00 przypomniałem już sobie większość modlitw z komunii. Dodatkowym obciążeniem był skwar szczególnie w korkach na zwężkach przed samą Wenecją. Wiatrak na tylnym siedzeniu nie dawał rady. Dostawałem wciąż reklamacje, że dmuchać dmucha ale gorącym powietrzem. Na szczęście w korkach można było otworzyć okna i poczuć powiewy lekkiego wiaterku oglądając pracujące na polach zraszacze upraw czegoś tam. I tak oto nadeszła długo oczekiwana chwila, kiedy odezwał się z nawigacji głos "dotarłeś do celu". Nadeszła wielce oczekiwana ulga ale nie na długo...
Pierwszego dnia wyjazd o 22.00 w kierunku Wenecji. Jazda mimo braku klimy znośna, bo w nocy temperatura przyzwoita a nawet deszczyk pokropił. Drogi w miarę luźne więc i podróż przyjemna gdyby nie fotoradar za Czestochową. Pisząc ten tekst jestem w fazie oczekiwania na mam nadzieję, ostatnie zdjęcie z wakacji. Później dotankowanie przed granicą z Czechami i rura przez terytorium "pepiczków". Po drodze jakiś skromny postój na rozprostowanie kości by chwilę dłużej odpocząć i zatankować w Mikulovie przed Austrią, gdzie nie ma za dużych możliwości zatankowania gazu a i cena jego na podobno jedynej stacji przed Grazem powoduje rozwiązanie samoistnie sandałów. W Austrii oczywiście kilka postojów na potwierdzenie sprawności auta do dalszej podróży po tym jak stwierdziłem, że płyn wspomagania kierownicy szaleje w zbiorniczku i pasek na napinaczu nie może usiedzieć w jednej płaszczyźnie. Oczywiście podejrzenie padło na usterkę pompy wspomagania i dalsza podróż do Wenecji bardziej przypominała pielgrzymkę niż wyjazd na wakacje. Głównie modliłem się o to, żeby chociaż dotrzeć do miejsca docelowego czyli okolic San Vincenzo w Toskanii. Jak ma coś paść to w drodze powrotnej. Gdy dotarliśmy już do Wenecji około godziny 13.00 przypomniałem już sobie większość modlitw z komunii. Dodatkowym obciążeniem był skwar szczególnie w korkach na zwężkach przed samą Wenecją. Wiatrak na tylnym siedzeniu nie dawał rady. Dostawałem wciąż reklamacje, że dmuchać dmucha ale gorącym powietrzem. Na szczęście w korkach można było otworzyć okna i poczuć powiewy lekkiego wiaterku oglądając pracujące na polach zraszacze upraw czegoś tam. I tak oto nadeszła długo oczekiwana chwila, kiedy odezwał się z nawigacji głos "dotarłeś do celu". Nadeszła wielce oczekiwana ulga ale nie na długo...
Sorento to nie samochód, to sposób na nudę 

- Marek
- ASSISTANCE

- Posty: 11930
- Rejestracja: sobota, 19 października 2013, 11:04
- Skąd jesteś: Warszawa-Rakowiec
- Wersja Kia Sorento: Kia Sorento I
- Silnik: 2.5 CRDi (140KM)
- Skrzynia: A/T-TIPTRONIC
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2005
- Kolor: czarny
- Przebieg (km.): 268000
- Has thanked: 257 times
- Been thanked: 369 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Dalszy ciąg będzie ? Fajnie się czyta . 

Ostatnio zmieniony wtorek, 9 lipca 2019, 08:55 przez Marek, łącznie zmieniany 1 raz.
- Andrzej
- Off-Road

- Posty: 5091
- Rejestracja: poniedziałek, 15 marca 2010, 07:47
- Skąd jesteś: Warszawa
- Wersja Kia Sorento: Kia Sorento I
- Silnik: 2.5 CRDi (140KM)
- Skrzynia: A/T-TIPTRONIC
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2005
- Kolor: niebieski
- Przebieg (km.): 320000
- Inny Samochód: C4 Picasso
- Twoje poprzednie Sorento: 2003r. 2.5 CRDi złoty, manual
2005r. 2.5 CRDi niebieski automat - Has thanked: 77 times
- Been thanked: 219 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Widzisz ? Gdybyś miał diesla to nie zapłaciłbyś mandatu
Poza tym mam zapasową sprężarkę klimy, pompę wspomagania, pasek i napinacze
mogę jechać do Wenecji 
Poza tym mam zapasową sprężarkę klimy, pompę wspomagania, pasek i napinacze
mogę jechać do Wenecji 
Moje Sorento
Kia Sorento EX 2.5 CRDI 2003r. złoty, manual
Kia Sorento EX 2.5 CRDI 2005r. niebieski, automat tiptronic

Kia Sorento EX 2.5 CRDI 2003r. złoty, manual
Kia Sorento EX 2.5 CRDI 2005r. niebieski, automat tiptronic

-
Sajmon27
- coś umiem

- Posty: 750
- Rejestracja: sobota, 9 marca 2019, 13:54
- Silnik: 3.3 V6 (248)LPG
- Skrzynia: Automatyczna
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2008
- Kolor: Złoty/beżowy
- Przebieg (km.): 200000
- Has thanked: 71 times
- Been thanked: 17 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Dalszy ciąg nastąpi w wolnej dłuższej chwili
Jeśli chodzi o mandat to szacuję, że mogłem przekroczyć max 20 km/h. Także tyle to i diesel poleci he he. Andrzej, jak już jesteś przygotowany na wyjazd to dam Ci namiary na kwaterę w Wenecji, o której w kolejnej części 
Jeśli chodzi o mandat to szacuję, że mogłem przekroczyć max 20 km/h. Także tyle to i diesel poleci he he. Andrzej, jak już jesteś przygotowany na wyjazd to dam Ci namiary na kwaterę w Wenecji, o której w kolejnej części 
Sorento to nie samochód, to sposób na nudę 

-
Sajmon27
- coś umiem

- Posty: 750
- Rejestracja: sobota, 9 marca 2019, 13:54
- Silnik: 3.3 V6 (248)LPG
- Skrzynia: Automatyczna
- Napęd: 4 WD AUTO
- Rok: 2008
- Kolor: Złoty/beżowy
- Przebieg (km.): 200000
- Has thanked: 71 times
- Been thanked: 17 times
- Kontaktowanie:
Re: Toskania 2019
Relacja z wyjazdu. Cz. 2.
Zmęczeni podróżą w końcu dotarliśmy do tymczasowego miejsca zakwaterowania. Ja mimo zmęczenia byłem zadowolony, że mam nadal wspomaganie kierownicy i pasek wielorowkowy w jednym kawałku. Po zaparkowaniu przy zarezerwowanym za pośrednictwem bookingu obiekcie wykonałem telefon do jego właściciela i zameldowałem z nadzieją na szybkie zakwaterowanie, że dotarliśmy. Miałem wiele wątpliwości co do tego, ponieważ dwa dni przed przyjazdem otrzymałem maila od tegoż pana z informacją, że nie może on zweryfikować mojej karty kredytowej i rezerwację anuluje. Po telefonie do niego stwierdził, że to pomyłka i czeka na nas. W drodze do Wenecji na wysokości Grazu z kolei dzwonił, że jednak rezerwacja została faktycznie anulowana ale ma dla nas inny apartament droższy o 20 euro. Szkoda 2 dych ale trudno. Zgodziłem się, bo perspektywa szukania kwatery po kilkunastogodzinnej podróży średnio mi odpowiadała. Po telefonicznym poinformowaniu pana, który miałem wyobrażenie, że jest rdzennym włochem o naszej obecności, z domu wyszedł rdzenny blisko lub dalekowschodni przedstawiciel, przywitał się, poprosił o dowód osobisty, skasował 80 plus 10 euro opłaty i oznajmił, że nasz apartament nie mieści się tutaj ale 2 minuty pieszo w kierunku centrum. Poza tym poinformował, że auto mogę zostawić tutaj za darmo lub tam za 10 euro. Nie chcąc marnować energii na zbędną dyskusję przed podjęciem decyzji o ewentualnym zaoszczędzeniu 10 euro pojechaliśmy z w/w obywatelem do miejsca zakwaterowania. Po 10 minutach jazdy samochodem i dotarciu do celu wysiedliśmy z pojazdu aby doznać zaszczytu poznania 3 rodaków wspomnianego wcześniej pana pakistana i obejrzeć pokój. Przyznam szczerze, że nie jestem rasistą i miałem wielokrotnie kontakt z obywatelami różnych nacji łącznie z mieszkańcami krajów afrykańskich ale w tym przypadku nie miałem zaufania do tego towarzystwa. Dodatkowego pieprzyka dołożył incydent, gdy to wchodziliśmy po schodach a z piętra wyżej dobiegały dźwięki zdenerwowanych męskich głosów krzyczących coś tam w języku arabskim oraz trzask łamanych desek. W tym momencie już byłem pewien, że trafiliśmy pewnie na jakąś arabska melinę i w najlepszym przypadku rano się obudzę bez jednej nerki. Koniec końców okazało się, że hałaśliwi panowie próbowali zepsute łóżko wynieść z pokoju ale nie mogli się w drzwi zmieścić. Pokój, który na nas czekał był czysty i przestronny. Klima działała jak należy. Auto więc zostało zaparkowane na zapleczu restauracji za opłatę w wysokości już nie 10 tylko 15 euro i po wniesieniu bagaży moje 3 towarzyski podróży po mniej więcej 15 minutach już spały. Gorzej ze mną. Mimo, że po nieprzespanej nocy i długiej drodze chyba adrenalina nie pozwoliła mi na zrelaksowanie się. Znając swój organizm i jego reakcję na wypicie alkoholu w ciągu dnia uraczyłem się nie koniecznie zimnym czy nawet chłodnym rodzimym piwem aby móc szybko zasnąć i odpocząć przed wieczornym zwiedzaniem Wenecji. Niestety dawka okazała się zbyt mała. Kolejna też nie wiele pomogła. Po trzeciej stwierdziłem, że to się w tym przypadku nie uda i obudziłem rodzinę aby wyruszyć na podbój Wenecji w części morskiej. I tak też się stało. Autobusem miejskim pojechaliśmy na miejsce i zaczęło się szwędanie po wąskich uliczkach miasteczka. Po około 2 godzinach zachwycania się urokami tego miejsca niestety piwo zaczęło działać i zacząłem rozpoznawać u siebie objawy zmęczenia materiału. Na szczęście energii wystarczyło na powrót do kwatery i wtedy baterie się już rozładowały zupełnie. Po przebudzeniu rano o 6.30 pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem, czy mam obie nerki. Były obie.
Zmęczeni podróżą w końcu dotarliśmy do tymczasowego miejsca zakwaterowania. Ja mimo zmęczenia byłem zadowolony, że mam nadal wspomaganie kierownicy i pasek wielorowkowy w jednym kawałku. Po zaparkowaniu przy zarezerwowanym za pośrednictwem bookingu obiekcie wykonałem telefon do jego właściciela i zameldowałem z nadzieją na szybkie zakwaterowanie, że dotarliśmy. Miałem wiele wątpliwości co do tego, ponieważ dwa dni przed przyjazdem otrzymałem maila od tegoż pana z informacją, że nie może on zweryfikować mojej karty kredytowej i rezerwację anuluje. Po telefonie do niego stwierdził, że to pomyłka i czeka na nas. W drodze do Wenecji na wysokości Grazu z kolei dzwonił, że jednak rezerwacja została faktycznie anulowana ale ma dla nas inny apartament droższy o 20 euro. Szkoda 2 dych ale trudno. Zgodziłem się, bo perspektywa szukania kwatery po kilkunastogodzinnej podróży średnio mi odpowiadała. Po telefonicznym poinformowaniu pana, który miałem wyobrażenie, że jest rdzennym włochem o naszej obecności, z domu wyszedł rdzenny blisko lub dalekowschodni przedstawiciel, przywitał się, poprosił o dowód osobisty, skasował 80 plus 10 euro opłaty i oznajmił, że nasz apartament nie mieści się tutaj ale 2 minuty pieszo w kierunku centrum. Poza tym poinformował, że auto mogę zostawić tutaj za darmo lub tam za 10 euro. Nie chcąc marnować energii na zbędną dyskusję przed podjęciem decyzji o ewentualnym zaoszczędzeniu 10 euro pojechaliśmy z w/w obywatelem do miejsca zakwaterowania. Po 10 minutach jazdy samochodem i dotarciu do celu wysiedliśmy z pojazdu aby doznać zaszczytu poznania 3 rodaków wspomnianego wcześniej pana pakistana i obejrzeć pokój. Przyznam szczerze, że nie jestem rasistą i miałem wielokrotnie kontakt z obywatelami różnych nacji łącznie z mieszkańcami krajów afrykańskich ale w tym przypadku nie miałem zaufania do tego towarzystwa. Dodatkowego pieprzyka dołożył incydent, gdy to wchodziliśmy po schodach a z piętra wyżej dobiegały dźwięki zdenerwowanych męskich głosów krzyczących coś tam w języku arabskim oraz trzask łamanych desek. W tym momencie już byłem pewien, że trafiliśmy pewnie na jakąś arabska melinę i w najlepszym przypadku rano się obudzę bez jednej nerki. Koniec końców okazało się, że hałaśliwi panowie próbowali zepsute łóżko wynieść z pokoju ale nie mogli się w drzwi zmieścić. Pokój, który na nas czekał był czysty i przestronny. Klima działała jak należy. Auto więc zostało zaparkowane na zapleczu restauracji za opłatę w wysokości już nie 10 tylko 15 euro i po wniesieniu bagaży moje 3 towarzyski podróży po mniej więcej 15 minutach już spały. Gorzej ze mną. Mimo, że po nieprzespanej nocy i długiej drodze chyba adrenalina nie pozwoliła mi na zrelaksowanie się. Znając swój organizm i jego reakcję na wypicie alkoholu w ciągu dnia uraczyłem się nie koniecznie zimnym czy nawet chłodnym rodzimym piwem aby móc szybko zasnąć i odpocząć przed wieczornym zwiedzaniem Wenecji. Niestety dawka okazała się zbyt mała. Kolejna też nie wiele pomogła. Po trzeciej stwierdziłem, że to się w tym przypadku nie uda i obudziłem rodzinę aby wyruszyć na podbój Wenecji w części morskiej. I tak też się stało. Autobusem miejskim pojechaliśmy na miejsce i zaczęło się szwędanie po wąskich uliczkach miasteczka. Po około 2 godzinach zachwycania się urokami tego miejsca niestety piwo zaczęło działać i zacząłem rozpoznawać u siebie objawy zmęczenia materiału. Na szczęście energii wystarczyło na powrót do kwatery i wtedy baterie się już rozładowały zupełnie. Po przebudzeniu rano o 6.30 pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem, czy mam obie nerki. Były obie.
Sorento to nie samochód, to sposób na nudę 

Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości
