Wczoraj miałem następującą sytuację: jadąc w upale (36 st w cieniu, wskaźnik w samochodzie wskazywał AMB 45...) nadużywałem klimatyzacji
. Po przejechaniu ok 30 km nagle wskazówka temperatury silnika zaczęła się przesuwać - jak zaczęła się zbliżać nieuchronnie do czerwonej kreski zatrzymałem się, wyłączyłem silnik i zerknąłem pod maskę z myślą, że może coś pękło i wylał się płyn chłodniczy, ale nic takiego się nie stało. Po kilku minutach odpoczynku ruszyłem dalej w trasę. Po odpaleniu temp. była w granicach połowy skali czyli ok. jednak praktycznie od razu (przejechałem z 200 m) zaczęła rosnąć i wtedy wyłączyłem klimę (nawiew też) i temperatura w ciągu kilku sekund wróciła do normalnego poziomu.Potem jeszcze wieczorkiem, po dłuższym postoju jak i przy niższej temperaturze zewnętrznej zrobiłem parę kilometrów z klimą i powyższy efekt nie wystąpił (silnik odpowiednią temp osiągnął (środek skali)).
Dziś rano przejechałem codzienną trasę 30 km bez klimy (z lekkim nawiewem) i nie było żadnych problemów. Po południu zobaczymy jak będzie wyglądał powrót.
Czy miał ktoś coś podobnego? Przeglądnąłem forum i na nic podobnego się nie natknąłem.
Ogólnie to samochód mam jakieś pół roku i jak do tej pory nic podobnego się nie wydarzyło. Patrząc pod maskę to płyn chłodniczy jest względnie nowy (ładny różowy kolor) poziom jest ok, zbiorniczek wyrównawczy nowy (poprzedni właściciel twierdził, że niedawno wymieniał bo ciekł od starości).
Jedyne co mógłbym obwiniać to chłodnica - jest już dość zmęczona i możliwe, że nie wydoliła już takiego obciążenia (wysoka temp., klima na fulla). Jutro postaram się zrobić jakieś zdjęcie ale chłodnica pod wentylatorem jest dość zmaltretowana (ma pozaginane blaszki ograniczając przepływ powietrza przez chłodnicę).

z góry dzięki za komentarze



a i tak nie było mi jakoś zimno... 
