Już po powrocie zacząłem się interesować wycieczkami organizowanymi w ten sposób że motocykle jadą sobie a kierownicy lecą sobie i całe towarzystwo spotyka się na miejscu. Chociaż nie umiem tego nazwać wyprawą to mimo wszystko jest w tym sposobie spory zapas przygody a przede wszystkim oszczędność czasu. Nie lubię rozstawać się z rodziną na dłużej (moja córcia do tej pory niezbyt miło wspomina mój poprzedni wyjazd do Afryki). Wtedy jeszcze Neno nie organizował takich wyjazdów ale już mu to chyba chodziło po głowie. Miałem zamiar jechać z kimś innym ale w międzyczasie pojawiło się wiele innych ważniejszych spraw. Jak już ostatecznie zdecydowałem że będę Maroko poprawiał, Ernest zaczął organizować wyjazdy z całkiem niezłym skutkiem i tak jakoś wyszło że znowu razem pojeździmy. Będzie ciekawie i jedno jest pewne, tym razem też wracamy oddzielnie
W planie jest głównie offroad ale co z tego wyniknie, nie wiadomo. Właściwie to jak zwykle nie wiem gdzie ja tam mam dokładnie pojechać, ma być na luzie i na dziko. Marzy mi się namiot odludzie i piękne widoki. Jak wyjdzie... czas pokaże.
Postaram się w miarę na gorąco aktualizować relację z przygotowań i wyjazdu. Jeśli nie uda się na forum to chociaż na blogu. Gdyby kogoś ineteresowało to:
http://pozytywniedoprzodu.blogspot.com
28-02-2015 6 dni do wylotu.
Dzisiaj pobudka przed godziną 6. Wszystkie bagaże sprawdzone z listą i zapakowane do samochodu. Motocykl na lawetę jeszcze po ciemku i w drogę. Kierunek Zambrów, pierwszy punkt zborny ekipy MoroccOOFF 2015. Jedzie mi się jak zwykle świetnie mimo delikatnej mgły, w radiu Bon Jovi "Have a nice day". To jeszcze Polska, to jeszcze tylko jazda samochodem z motocyklem na przyczepie a już czuję ten delikatny dreszczyk przygody.
Ja i Ernest spotykamy się u Grzegorza. Yamaha XT660R (EnJoy) Ernesta i drugi XT660R są już na pace busa.
Moje moto i Honda Grześka lądują sprawnie na lawecie.
Ernest z uporem maniaka przykleja wszędzie wyprawowe naklejki, trzeba przyznać że te akurat bardzo mu się udały. Nie wiem jak Wam ale mi się podoba.
Graty moje i Grześka lądują na pace busa. Trzeba jeszcze zostawić miejsce dla pozostałych uczestników. Wszyscy spotkamy i poznamy się dopiero w Paryżu. Integracja planowana jest na 6-go marca w Marrakeszu.
Ja i Grzegorz lecimy razem z Modlina. Wymiana numerów telefonów i powrót do domu. W domu pierwsza zapomniana rzecz...buty motocyklowe! Jak mogłem zapomnieć o czymś tak ważnym? Po prostu nie wpisałem ich na listę. Trudno, przelecę się w nich samolotem ;)
"Zebrała się grupa ludzi żądnych przygody. Wzięli 2 tygodnie wolnego by ruszyć przed siebie, bez planu. 2 tygodnie w poszukiwaniu wody, paliwa i tego czegoś... czegoś co ciężko tak naprawdę opisać, czegoś co jest strawą na pozostałą część roku, czegoś co trzyma nas przy życiu aż do kolejnej wyprawy. Hmmm.... jak się tak dłużej zastanowić to my raczej niczego szukać nie będziemy, wręcz postaramy się uciec jak najdalej od cywilizacji, zapomnieć o luksusie w postaci kibelka i elektryczności, ciepłej wody itp. wygód. Jedziemy by poczuć jak smakuje niczym nie skrępowana męska przygoda ! Nie będziemy jej szukać, jestesmy przekonani, że znajdzie nas sama.
P.S. Rotopax jedzie z nami
Pełny!
(rotopax - system kanistrów tym razem wkorzystywany do przewozu alkoholu wlasnego wyrobu)EnJoy! "
Ernest Jóźwik "Neno"- organizator wyjazdu.













A gruzińskie wina super 
