Bardzo zaraźliwa choroba dopadła mnie prawie od razu, choć początki były ledwie diagnozowalne, jednak jak wiedzą lekarze związanie z nową dziedziną medycyny zwaną "błotologią stosowaną", już pierwsze wprowadzenie zarazka zwanego "off-roadus maniakalus" powoduje totalne i nieodwracalne zarażenie organizmu.
Początkowe stadium choroby objawiało się częstszym włączaniem reduktora niż to ma potrzebę, zjeżdżaniem z czarnych dróg i zbrojeniem auta - Sori dostała rurki i lift oraz osłony.
Wegetująca w mych organach bakteria, zainfekowała mózg, który nakazał szukać czegoś innego, bardziej off i tutaj trafiło na Disco serii I w wersji 3 drzwiowej. Celem bakterii, który już ewaluował do postaci pasożyta było wyssanie znacznej części moich dochodów na "oszpejowanie" Disco i przygotowanie jej do wypraw w dalekie trasy.
Efekty poniżej:

Proces zbrojenia Disco powoli dobiega końca (zderzak, snorkel, lift, winch, bagażnik i zabudowa wyprawowa wnętrza), więc pasożyt znowu ewaluował do kolejnego etapu swojego przepoczwarzania się i zrobił się już wielkim naroślem na mózgu, dlatego "...kochanie wieczorem przyszedł do mnie Diabeł...." i podpowiedział, aby potaplać się w błocie po lusterka.
Tym oto sposobem zaparkował na mym podjeździe taki stwór nazwany od razu przez moich znajomych złowrogo..... EL COYOTE.....



Proces chorobotwórczy postępuje, gdyż stwór ma założone 2 wyciągarki mechaniczne oraz cały jest pokancerowany walką w terenie.
Kolejne działania już na tym potworze są już zaplanowane, więc będzie tylko gorzej....
Patrzcie!!!! Przyczepił się już do Disco...











Już zaczynam zbierać złom, puszki i co się tylko da