Wyciąganie silnika 2.5 CRDi z Sorento
: poniedziałek, 17 września 2018, 17:44
Wyciąganie silnika z Sorento.
Czy to w ogóle możliwe aby osoba , która nigdy w życiu nie wyciągała silnika z jakiegokolwiek samochodu da sobie radę ?
Oto moje spostrzeżenia .
Na początek wizyta w serwisie i rozmowa z mechanikiem - ja wyciągam silnik w 5 godzin - mówi .
No cóż , nie jest źle.
Mam na to dwie doby , bo na tyle wypożyczona jest przyczepa.
Przy okazji pożyczam dźwig, bez niego cała operacja nie była by możliwa.
Po uzyskaniu informacji o kolejności demontażu od tego mechanika wydaje mi się to dosyć łatwe, co jak się okazało w dalszej części wcale takie nie było
Zajeżdżamy ze Scorpionem53 na działkę , gdzie stoi delikwent
Podchodzę do auta i przypominam sobie kolejność .
No cóż, rękawice i czas do roboty
Odłączam wszystkie przewody z góry silnika. Całą wiąchę , bardzo grubą rzucam na przednią szybę.
Demontuję akumulator i podstawę, aby był łatwiejszy dostęp do drugiej wiązki, od strony rozrusznika .
Ta odchodzi w całości.
Teraz mam dostęp do dwóch śrub na poduszkach trzymających silnik . Odkręcam je.
Teraz gumowe rurki od wody i klimatyzacji. Wszystko ładnie schodzi.
Rozglądam się co tu jeszcze z góry . Chyba nic .
Schodzę pod auto .
Mam trzy dwie możliwości.
Przynajmniej tak mi się wydaje
Tak naprawdę miałem dwie a w ogólnym rozrachunku okazało się , że tylko jedną.
Ale po kolei .
Mogłem wyjąć sam silnik , najłatwiejsza opcja.
Wyjąć silnik ze skrzynią biegów .
No i na koniec wyjąć cały zespół składający się z silnika , skrzyni oraz reduktora.
No cóż postanowiłem pójść na łatwiznę ...
Patrzę na śruby łączące silnik ze skrzynią .
Nie jest źle , dam radę .
Ale zanim zabieram się za rozkręcanie wykonuję telefon do Orła .
No tak - odkręcasz skrzynię , następnie rozrusznik, masz go już na wierzchu , po wyjęciu rozrusznika masz okienko i przez nie możesz się tam dostać , teraz musisz obrócić silnikiem aby się ustawiło....
Co mam zrobić ???? Obrócić silnikiem ?
No tak, tu jest pies pogrzebany , wyciągaj ze skrzynią .
I tak mój pierwszy plan spalił na panewce
Daruję sobie śruby od skrzyni.....
Biorę się za wydech.
Ja cię kręcę
śruby upieczone na amen, z 10 lat nie ruszane.
Podejmuję decyzję o przecięciu rury diaksem.
Okazało się, ze ta rura od tłumika , zaraz za siatką, jest zrobiona chyba z pancernej blachy.
Dwie tarcze zmarnowałem zanim poszła.
Co jak co, ale tłumiki od Sorento to naprawdę wspaniała sprawa . Jak sobie przypomnę Poloneza.....
Teraz biorę się za przedni wał.
Cztery śrubki, łatwizna, teraz druga strona i wał jest w moich rękach.
Patrzę i nie wierzę własnym oczom. Wał ma kalamitki
W Sorento poliftowym Kia zrezygnowała ze smarowania wałów , a ten , mimo, ze jest z 2008 roku, ma.
Ktoś chyba wymienił sobie wał na przedliftowy .
Dobra, idziemy dalej. Mam teraz łatwy dostęp, więc odkręcam poduszkę od skrzyni biegów, jest między reduktorem a skrzynią , przykręcona od spodu na cztery śruby i od góry również na cztery .
I znowu ogarnia mnie zdumienie .
Żadna śruba nie jest zardzewiała.
Biorę klucz 14 , jeden mocny ruch aby poluzować śrubę i resztę gwintu odkręcam ....palcami.
Ja rozumiem jedną , może dwie , ale rośnie mi ilość śrub w pudełku a ja wszystkie , dosłownie wszystkie, oprócz tych zapieczonych od tłumika, odkręcam po poluzowaniu palcami.
Jestem pod wrażeniem i dzięki temu całość prac idzie dosyć szybko.
Wydaje mi się, że już wszystko odkręciłem , więc bierzemy się za podnoszenie silnika .
Montuję dźwig przed autem, ustawiam ramię na pół tony i ciągnę do góry ...
A tam nic , ruszył się może z pięć centymetrów i nic , stoi.
Zaglądam pod auto , reduktor opiera się o belkę , do której przymocowana była poduszka .
Postanowiłem ją odkręcić .
Jest to kawał ciężkiej blachy łączącej ramę z obu stron , na czterech potężnych śrubach 17 .
Śruby się odkręciły ale nie można było ich wybić z otworów , przez co belka nie mogła opaść.
Straciłem na tym kupę czasu. W końcu wybijakiem , mniejszymi śrubami , młotem udało mi się wyciągnąć wszystkie śruby , ale belka nie chce wyjść.
Pomyślałem chwilę i jak pomysłowy Dobromir wyskoczyłem spod auta i uniosłem lekko silnik .
Silnik poszedł w górę , reduktor w dół i belka odpadła
Dobra jest
podchodzę do dźwigu , kilka ruchów i silnik staje .
Co jest , nie chce iść dalej w górę .
Znowu wpadam pod auto i patrzę .
No nie, za mało miejsca .Reduktor wystaje trochę więcej niż skrzynia z jednej strony i zawadza o blachę podwozia. To nie ma szans żeby wyszło .
Godzina 22 , jestem wykończony , zostawiam to wszystko .
Scorpion53 wraca do domu , ja padam do łóżka w przeświadczeniu , że poniosłem porażkę .
Strata czasu, pieniędzy za wynajem przyczepy, zwłaszcza, że muszę ją oddać do 14.
Nie wyrobie się, z tą myślą zapadam w nicość....
Budzę się o 6 rano.
Chyba mi się to śniło , bo mówię do siebie - ostatnia szansa to odkręcić ten cholerny reduktor .
Lecę do samochodu.
Dostęp do reduktora jest idealny . Odkręcam siedem śrub, jednej nie było .
Wszystkie po pierwszym obrocie odkręcają się tak lekko, że mogę to robić palcami.
Reduktor wysuwa się na wieloklinie i ....silnik wyczuwalnie poszedł do góry.
Teraz już cała operacja odbywa się na górze .
Podnoszę silnik ze skrzynią biegów , który po chwili wisi w powietrzu.
Hm, silnik wyjęty z auta , ale co dalej ? Jest za mało miejsca aby ruszyć dźwig w jakąkolwiek stronę .
Wtedy odzywa się po raz drugi pomysłowy Dobromir.
Skoro nie mogę ruszyć dźwigu to ruszę auto .
Podjeżdzam swoim samochodem i podpinam dwie złączone liny do haka i powoli ruszam do tyłu .
Auto powoli wysuwa się spod silnika.
Ciągnę, aż będzie tyle miejsca żeby się zmieściła przyczepa, czyli w sumie muszę wyciągnąć auto z garażu.
Gdy już jest miejsce podpinam przyczepę , cofam pod silnik i opuszczam cały zespół.
W sumie wyciąganie silnika zajęło mi 15 godzin pracy.
Goni mnie czas , więc gnam do Orła, gdzie ma być rozebrany silnik i zrobiony przegląd.
Tam to dopiero jest technika .
Nad przyczepę podjeżdża suwnica sterowana pilotem, która po zaczepieniu łańcuchów podnosi silnik i ładuje na wózek widłowy .
W 5 minut już jest po robocie
Teraz pędzę znowu do Warszawy i oddaję przyczepę 15 minut przed końcem terminu .
Operacja zakończona .
Czy to w ogóle możliwe aby osoba , która nigdy w życiu nie wyciągała silnika z jakiegokolwiek samochodu da sobie radę ?
Oto moje spostrzeżenia .
Na początek wizyta w serwisie i rozmowa z mechanikiem - ja wyciągam silnik w 5 godzin - mówi .
No cóż , nie jest źle.
Mam na to dwie doby , bo na tyle wypożyczona jest przyczepa.
Przy okazji pożyczam dźwig, bez niego cała operacja nie była by możliwa.
Po uzyskaniu informacji o kolejności demontażu od tego mechanika wydaje mi się to dosyć łatwe, co jak się okazało w dalszej części wcale takie nie było
Zajeżdżamy ze Scorpionem53 na działkę , gdzie stoi delikwent
Podchodzę do auta i przypominam sobie kolejność .
No cóż, rękawice i czas do roboty
Odłączam wszystkie przewody z góry silnika. Całą wiąchę , bardzo grubą rzucam na przednią szybę.
Demontuję akumulator i podstawę, aby był łatwiejszy dostęp do drugiej wiązki, od strony rozrusznika .
Ta odchodzi w całości.
Teraz mam dostęp do dwóch śrub na poduszkach trzymających silnik . Odkręcam je.
Teraz gumowe rurki od wody i klimatyzacji. Wszystko ładnie schodzi.
Rozglądam się co tu jeszcze z góry . Chyba nic .
Schodzę pod auto .
Mam trzy dwie możliwości.
Przynajmniej tak mi się wydaje
Tak naprawdę miałem dwie a w ogólnym rozrachunku okazało się , że tylko jedną. Ale po kolei .
Mogłem wyjąć sam silnik , najłatwiejsza opcja.
Wyjąć silnik ze skrzynią biegów .
No i na koniec wyjąć cały zespół składający się z silnika , skrzyni oraz reduktora.
No cóż postanowiłem pójść na łatwiznę ...
Patrzę na śruby łączące silnik ze skrzynią .
Nie jest źle , dam radę .
Ale zanim zabieram się za rozkręcanie wykonuję telefon do Orła .
No tak - odkręcasz skrzynię , następnie rozrusznik, masz go już na wierzchu , po wyjęciu rozrusznika masz okienko i przez nie możesz się tam dostać , teraz musisz obrócić silnikiem aby się ustawiło....
Co mam zrobić ???? Obrócić silnikiem ?
No tak, tu jest pies pogrzebany , wyciągaj ze skrzynią .
I tak mój pierwszy plan spalił na panewce
Daruję sobie śruby od skrzyni.....
Biorę się za wydech.
Ja cię kręcę
śruby upieczone na amen, z 10 lat nie ruszane.Podejmuję decyzję o przecięciu rury diaksem.
Okazało się, ze ta rura od tłumika , zaraz za siatką, jest zrobiona chyba z pancernej blachy.
Dwie tarcze zmarnowałem zanim poszła.
Co jak co, ale tłumiki od Sorento to naprawdę wspaniała sprawa . Jak sobie przypomnę Poloneza.....

Teraz biorę się za przedni wał.
Cztery śrubki, łatwizna, teraz druga strona i wał jest w moich rękach.
Patrzę i nie wierzę własnym oczom. Wał ma kalamitki
W Sorento poliftowym Kia zrezygnowała ze smarowania wałów , a ten , mimo, ze jest z 2008 roku, ma.
Ktoś chyba wymienił sobie wał na przedliftowy .
Dobra, idziemy dalej. Mam teraz łatwy dostęp, więc odkręcam poduszkę od skrzyni biegów, jest między reduktorem a skrzynią , przykręcona od spodu na cztery śruby i od góry również na cztery .
I znowu ogarnia mnie zdumienie .
Żadna śruba nie jest zardzewiała.
Biorę klucz 14 , jeden mocny ruch aby poluzować śrubę i resztę gwintu odkręcam ....palcami.
Ja rozumiem jedną , może dwie , ale rośnie mi ilość śrub w pudełku a ja wszystkie , dosłownie wszystkie, oprócz tych zapieczonych od tłumika, odkręcam po poluzowaniu palcami.
Jestem pod wrażeniem i dzięki temu całość prac idzie dosyć szybko.
Wydaje mi się, że już wszystko odkręciłem , więc bierzemy się za podnoszenie silnika .
Montuję dźwig przed autem, ustawiam ramię na pół tony i ciągnę do góry ...
A tam nic , ruszył się może z pięć centymetrów i nic , stoi.
Zaglądam pod auto , reduktor opiera się o belkę , do której przymocowana była poduszka .
Postanowiłem ją odkręcić .
Jest to kawał ciężkiej blachy łączącej ramę z obu stron , na czterech potężnych śrubach 17 .
Śruby się odkręciły ale nie można było ich wybić z otworów , przez co belka nie mogła opaść.
Straciłem na tym kupę czasu. W końcu wybijakiem , mniejszymi śrubami , młotem udało mi się wyciągnąć wszystkie śruby , ale belka nie chce wyjść.
Pomyślałem chwilę i jak pomysłowy Dobromir wyskoczyłem spod auta i uniosłem lekko silnik .
Silnik poszedł w górę , reduktor w dół i belka odpadła
Dobra jest
podchodzę do dźwigu , kilka ruchów i silnik staje .Co jest , nie chce iść dalej w górę .
Znowu wpadam pod auto i patrzę .
No nie, za mało miejsca .Reduktor wystaje trochę więcej niż skrzynia z jednej strony i zawadza o blachę podwozia. To nie ma szans żeby wyszło .
Godzina 22 , jestem wykończony , zostawiam to wszystko .
Scorpion53 wraca do domu , ja padam do łóżka w przeświadczeniu , że poniosłem porażkę .
Strata czasu, pieniędzy za wynajem przyczepy, zwłaszcza, że muszę ją oddać do 14.
Nie wyrobie się, z tą myślą zapadam w nicość....
Budzę się o 6 rano.
Chyba mi się to śniło , bo mówię do siebie - ostatnia szansa to odkręcić ten cholerny reduktor .
Lecę do samochodu.
Dostęp do reduktora jest idealny . Odkręcam siedem śrub, jednej nie było .
Wszystkie po pierwszym obrocie odkręcają się tak lekko, że mogę to robić palcami.
Reduktor wysuwa się na wieloklinie i ....silnik wyczuwalnie poszedł do góry.
Teraz już cała operacja odbywa się na górze .
Podnoszę silnik ze skrzynią biegów , który po chwili wisi w powietrzu.
Hm, silnik wyjęty z auta , ale co dalej ? Jest za mało miejsca aby ruszyć dźwig w jakąkolwiek stronę .
Wtedy odzywa się po raz drugi pomysłowy Dobromir.
Skoro nie mogę ruszyć dźwigu to ruszę auto .
Podjeżdzam swoim samochodem i podpinam dwie złączone liny do haka i powoli ruszam do tyłu .
Auto powoli wysuwa się spod silnika.
Ciągnę, aż będzie tyle miejsca żeby się zmieściła przyczepa, czyli w sumie muszę wyciągnąć auto z garażu.
Gdy już jest miejsce podpinam przyczepę , cofam pod silnik i opuszczam cały zespół.
W sumie wyciąganie silnika zajęło mi 15 godzin pracy.
Goni mnie czas , więc gnam do Orła, gdzie ma być rozebrany silnik i zrobiony przegląd.
Tam to dopiero jest technika .
Nad przyczepę podjeżdża suwnica sterowana pilotem, która po zaczepieniu łańcuchów podnosi silnik i ładuje na wózek widłowy .
W 5 minut już jest po robocie

Teraz pędzę znowu do Warszawy i oddaję przyczepę 15 minut przed końcem terminu .
Operacja zakończona .



