Wszystko dzięki Jadze , która otrzymawszy propozycję zorganizowania zlotu w Łańcucie a nie będąc jeszcze na żadnym dużym zlocie zorganizowała go po swojemu , tak jak sobie wyobrażała , że powinien wyglądać zlot.
Byłem na wszystkich zlotach i każdy w jakiś sposób wspierałem organizacyjnie ale ten przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Nawet taka drobnostka jak płatności była zrobiona w ten sposób , że na początku każdy opłacił określoną wcześniej w mailach kwotę i to było wszystko.
Pamiętam jak podszedł do mnie Scorpion53 i zapytał się gdzie się płaci za bilet do muzeum a później za obiad.
Gdy odpowiedziałem , że już do końca zlotu za nic nie musi płacić był szczerze zaskoczony, zresztą jak większość.
Sama ilość forumowiczów obecnych na zlocie była również rekordowa.
Aby wszystkich pomieścić potrzebne były dwa hotele a do Pałacu w Łańcucie wchodziliśmy na trzy tury.
Bardzo mi miło było znowu spotkać przyjaciół i poznać nowych , którzy przyjechali na ten zlot:
regi - który miał kłopoty z napędami
ntgale - ostatni z którym się pożegnałem.
Hessus - który za każdym razem robi na mnie duże wrażenie.
Admin - to ja
Madej - który wymyślił atrakcje jakich jeszcze nie było
Bog&JohnyV - jak zwykle sympatyczna para

Hunter - miło było Was znowu zobaczyć
Stella997 - wariat to skromne określenie
Orzeł i Ania - nasz guru warsztatowy ..i od ogórków
Beata - można z nią konie kraść ..ups
Marcinksp - pewnie się spotkamy niebawem, wypatruję Sprintera na niewarszawskich numerach ;)
Artek123 - dzięki za kubki i kamizelki , to było naprawdę coś
Scorpion53 - mistrz Lambrusko i kamery
Bogdanm - dzięki za kremówki
hubsoon - mistrz tańca
pikkolo - niezwykle sympatyczny, to on trzyma guzik od włącznika naszego forum .
Mariulo - jak zawsze uczynny
Autorus - idzie zawsze za mną w ciemno ..i za to go lubię
Joanka - Joanna d’Arc forum, niesamowicie wrażliwa i pomocna, to ona wznosi nas na wyżyny
rkalabon - bardzo miło było poznać
Sagamore - jego alkrakowe auto
lol - z sympatycznym pieskiem
String - którego każde słowo jest cenne.
Gały - już cztery lata razem

Jaga - cud kobieta
Emer - co by Jaga zrobiła bez niego
Melloni - prawie dorównywał Stelli ;)
spider2you - nareszcie znowu razem
Dario - jak zwykle wesoły.
znajomi Orła ( Wolny Piotr i Marzena
)
W sumie na zlot przybyło 75 osób, w tym 15 dzieci od malutkich do dużych.
Ogólnie wyglądało to jak wielki zjazd rodzinny we wspaniałej, życzliwej atmosferze.
Piątek - przyjazd
Piątek był dniem szczególnym , dniem wyczekiwanym, dniem w którym mieliśmy się wreszcie spotkać, po bardzo długiej przerwie, ze świadomością, że dwa poprzednie Zloty z powodów losowych nie odbyły się.
Ten też o mały włos nie doszedł by do skutku.
Zawdzięczamy go determinacji Jagi, która dała z siebie wszystko, nie szczędziła czasu i wysiłku aby pokonać wszystkie, co do jednej przeszkody.
Łańcut to specyficzny rejon, na początek okazało się, że nie możemy poruszać się po drogach w takiej ilości samochodów, później że wjazd na drogi gminne wymaga zezwolenia - a były to trzy gminy.
Gdy już załatwiła, że będziemy mieć eskortę policji, to okazało się, że pozwolenie działa tylko do granicy gminy, w drugiej trzeba było mieć od nowa wszystkie zezwolenia, od burmistrza i Komendanta Policji, i w trzeciej to samo.
Góra pism, podań i zezwoleń rosła w zastraszającym tempie.
Jaga pisała, Joanka redagowała i drukowała na papierze firmowym Stowarzyszenia, ja podpisywałem i wysyłałem kurierem Jadze, Jaga zawoziła do burmistrzów i komendantów.
Jaga jednocześnie ogarniała hotele, restauracje, bankiet, muzeum, przejazdy autokarem, bilety, wejściówki, to wszystko nie było takie proste przy takiej grupie osób, np do Pałacu w Łańcucie wchodziliśmy na trzy grupy.
Była bardzo dzielna.
Tak naprawdę załamała się dopiero w momencie jak dostaliśmy pismo od komornika w sprawie jednego z hoteli, właśnie wtedy losy zlotu tak naprawdę wisiały na włosku.
Ale od czego jest forum i ludzie.
Każdy do kogo się zwracaliśmy wykazywał ponadprzeciętne zaangażowanie aby pomóc i doradzić.
To bardzo budujące, że grupa ludzi z pasją dzięki swojemu zaangażowaniu jest wstanie znaleźć rozwiązanie każdego problemu.
Udało się pokonać i tą przeszkodę .
Więc mamy piątek
Beata na moją prośbę wyrusza o 3 w nocy, choć pewnie wolałaby sobie jeszcze pospać
pędzi przez Warszawę, aby mnie zabrać, bo mamy jeszcze raz, ostatni, przejechać trasę widokową i roadbooka, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik.Dojeżdżamy i w zasadzie z rozpędu lecimy w trasę. Oznaczamy taśmami wszystkie skręty i niebezpieczne miejsca. Nikomu nie może się nic stać. Po czterech godzinach wracamy do hotelu.
Tam już są pierwsi forumowicze, powitaniom nie ma końca.
Zauważam , że nie mam piwa, co w zasadzie jest niemożliwe i tylko to mnie usprawiedliwia, że ciągle na nic nie miałem czasu.
Wsiadam w auto Beaty i lecę do Biedronki , tam zauważa mnie Madej i wracamy już razem , po chwili dołącza się regi.
To wspaniałe uczucie , wokoło pełno Sorento , właściwie cały Łańcut był nasz
Przy hotelu, pod wielkim namiotem ustawiono stoły, kelnerzy donosili posiłki a my .... to co mieliśmy własnego.
Właściwie trudno opisać atmosferę, zresztą jak wszystko na tym zlocie, stoły stały obok naszych samochodów, więc co chwila ktoś pokazywał, co ma zamontowane nowego, a my zbieraliśmy się wokół jego samochodu i oglądaliśmy.

Hitem były projektory zamontowane w drzwiach Sorento eMeRa, wyświetlające po otwarciu na ziemi logo.

podświetlane progi Madeja , lampy dalekosiężne Orła i wiele, wiele innych.
Wielkie show zrobił Stella997 - człowiek, który potrafi uświetnić każde spotkanie i sprawić, że za każdym razem jest inne i niepowtarzalne.
Tym razem przeszedł samego siebie...


zabawa rozkręcała się na całego...



dla niektórych do 3 w nocy..
Większość poszła spać z myślą, że o 9.00 wyruszamy w rasę i to nie sami, ale eskortowani przez Policję.
Sobota , dzień drugi...
Śniadanie, szwedzki stół, o 9 zbiórka przed wejściem do hotelu.

Aby dojechać przez miasto i okoliczne wioski do trasy widokowej taką ilością samochodów musiało nas eskortować kilka radiowozów.
Na początku odbyła się odprawa i przypomnienie o przepisach dla aut jadących w kolumnie.

Miało to tez swoje wady
Trzeba było być trzeźwym, ponieważ wyjazd z hotelu zaczął się badaniem na alkomacie...

Ruszyliśmy i to było coś niesamowitego...





Na każdym skrzyżowaniu stał policyjny radiowóz na światłach blokując wjazdy a dwa z nich nas eskortowały również błyskając światłami.
Mimo długiego konwoju poruszaliśmy się sprawnie i szybko, wokoło były zdumione spojrzenia przechodniów i innych kierowców.

Każda wiejska droga na naszej trasie została zablokowana, co niezmiernie nas dziwiło, a to wszystko świadczyło o sprawności łańcuckiej policji, która tak szybko przemieszczała samochody, że nam wydawało się, że są wszędzie.

Było to niesamowite uczucie. Po raz pierwszy mogliśmy jechać na czerwonym świetle. Odruchowo naciskałem hamulec, ale jeden ruch lizakiem nakazywał jazdę, a że trzeba wykonywać polecenia policji
gnaliśmy przez całe miasto, a później przez wioski bez zatrzymanki.




Trasa prowadziła polnymi drogami w kierunku najwyższych wzniesień.






skąd mogliśmy podziwiać wspaniałe widoki oraz ustawić się do pamiątkowego zdjęcia






gdyby coś takiego stało się na normalnej drodze to nie wiem co by się działo
a tu pomogą przyjaciele , wystarczyło dolać trochę płynu...



Jedną z inicjatyw Joanki w ramach realizacji celów statutowych naszego Stowarzyszenia było spotkanie z rowerzystami biorącymi udział w XXVIII Powiatowym Rajdzie Rowerowym Szlakiem płk. Leopolda Lisa-Kuli
o czym informowały rozmieszczone plakaty na mieście.

Kliknij obrazek, aby powiększyć
Na spotkanie , mimo ulewnego deszczu przybyło kilkuset rowerzystów , którym rozdaliśmy opaski odblaskowe z naszym logo, realizując tym sposobem jeden z naszych celów statutowych jakim jest zwiększenia bezpieczeństwa na drogach.

Kliknij obrazek, aby powiększyć




tym oto sposobem dotarliśmy do miejsca w którym zaczynał się nasz roadbook.
Roadbook
Trasa roadbooka liczyła ok 10 km i były wypuszczane po dwa auta co trzy minuty


Trzeba było przejechać przez dwie rzeczki

i rozwiązać jedną zagadkę związaną z ambonami.




ogólnie trasa była łatwa i przyjemna , w dwóch miejscach trzeba było zapiąć reduktor, co niektórzy uczynili pierwszy raz w życiu
Jazda terenowa
Wyjazd w teren w towarzystwie zmoty


















wrócili umorusani jak nieboskie stworzenia ale jacyś szczęśliwi z uśmiechami na ustach od ucha do ucha..
akurat na obiad..

Zwiedzanie Muzeum Gorzelnictwa w Łańcucie

Tego nie da się opowiedzieć.
Myśleliśmy, że degustacja to jakaś fikcja, czy że poczęstują nas po kieliszku.
To, co zastaliśmy, przeszło nasze wszelkie oczekiwania...ale po kolei..
Pojechaliśmy oczywiście autokarem ponieważ spodziewaliśmy się małego poczęstunku.

Zaczęliśmy od zwiedzania.


to chyba były początki , jak dla nas za mała wydajność

później już było lepiej.

Wkrótce trafiliśmy do tajemniczej sali gdzie mogliśmy obejrzeć najbardziej unikalne trunki produkowane w fabryce
a nawet takie , które dopiero wejdą do produkcji


Oglądaliśmy każdą butelkę , poznawaliśmy historię jej zawartości ..
mi najbardziej przypadła do gustu ta ..Rosolis różany.

Gdy już obejrzeliśmy wszystkie Pani przewodnik wychodząc powiedziała - proszę się częstować

Nie wierzyliśmy własnym oczom i uszom , na początku podchodziliśmy z pewną dozą nieśmiałości, a potem to już żywioł.











Nie pisałem, że to wszystko za darmo?
Jaga tak to załatwiła, że całą wycieczkę do Muzeum Gorzelnictwa dostaliśmy w prezencie od Dyrektora, włącznie z tym co na stole.
Uwielbiam to muzeum, choć String powiedział , że tak wygląda piekło - sama wódka , nie ma wody ..
W międzyczasie udało mi się zebrać próbki dla Joanki do archiwum Bractwa Kufelkowego

Na koniec wpisaliśmy się do Księgi Pamiątkowej z nadzieją , że tu jeszcze wrócimy

Z boku był sklep, w którym można było się zaopatrzyć we wszystko co komu zasmakowało , oprócz tych których jeszcze nie było w produkcji.

Wróciliśmy do hotelu, gdzie mieliśmy chwilę na odpoczynek bo za chwilę zaczynała się kolacja z bankietem.
Prezentacja
Po posiłku urządziliśmy z Jagą prezentację, która dała nam zwycięstwo w finale plebiscytu czasopisma Auto Świat na Najlepszy Fanklub Motoryzacyjny


Zabawa i tańce do samego rana









Niedziela
Po śniadaniu osoby, które jeszcze nie miały gadżetów mogły je nabyć u Joanki
Były kubki , kamizelki odblaskowe , naklejki , wizytówki, flagi
Gadżety te będą wkrótce do nabycia w dziale gadżety , jeśli ktoś z forumowiczów chciałby też je mieć.
Ostatnią atrakcją tego zlotu miało być zwiedzanie Pałacu w Łańcucie

Było nas tyle , że musieliśmy wchodzić na trzy tury i mieliśmy trzech przewodników.


Następnie zwiedziliśmy wozownię , gdzie stało kilkadziesiąt różnych powozów , nawet nie miałem pojęcia , że było ich tyle rodzajów.

Kliknij obrazek, aby powiększyć
Przy okazji dostaliśmy jeden gratis , a mianowicie darmowy wstęp do Storczykarni

Kliknij obrazek, aby powiększyć


Tam , pod Pałacem nastąpiło ogólne pożegnanie i wręczenie BOG głównej nagrody w konkursie kulinarnym, czyli malutkiego pięknego storczyka

i podziękowania dla Jagi.


W ostatnim zdaniu chciałbym podziękować Jadze za zorganizowanie wspaniałego zlotu.
eMerowi , że ją wspierał i niemożliwe problemy organizacyjne rozwiązywał w 5 minut.
Hessusowi za to , ze pomógł nam wybrnąć z sytuacji z hotelem.
Beacie za to , że mnie przywiozła i objechała ze mną trasę widokowa i roadboka
Joance za wszystkie pisma i pieczę nad zlotem.
Wszystkim, którzy przywieźli produkty na konkurs kulinarny .
Stelli997, że potrafił rozbawić towarzystwo ( z nim nie można się nudzić
)Madejowi, za pomysł na następny zlot
Artkowi123 za to, że udostępnił gadżety po kosztach.
Stringowi za dostarczenie worków nakrętek od marcelo8
Marcelo8 za nakretki
Mudzahidowi za flagi , dzięki czemu wyglądaliśmy jak drużyna
i przede wszystkim wszystkim, którzy byli na Zlocie za wspaniałe towarzystwo, dobrą zabawę i miło spędzony czas.
Do zobaczenia na następnym







miejscu.










