Chodzi o to, że między przeglądami robiłem 1-2 tys km, w dwudziestolatku sam czas robi robotę i zawsze było coś do ogarnięcia, ubezpieczenie trzeba było płacić bez względu na przebieg i te koszty podzielone na ten zrobiony tysiąc km. składały się na drogą eksploatację. Nie wspominając o tym, że przeglądy to dreszczyk emocji :D
Lubiłem to autko, fajnie się jeździło, zwłaszcza zimą, ale niech służy nowemu właścicielowi. Facet potrzebuje auta na wyjazdy do lasu, z pieskiem, więc nie szukał ideału

Ja póki co wracam do plaskaczy, może sobie jakieś małe enduro sprawię do szwendania po okolicy. A przygodę z sorką będę pamiętał.
